OBÓZ OCZAMI UCZESTNIKÓW

dzień 1 A więc zaczęło się… o godzinie 7.00 wyjechaliśmy spod naszego klubu, po drodze zabierając ze sobą ekipę z Legnicy. Podczas postoju jedna uczestniczka obozu zaliczyła lekką kraksę na huśtawce, jednak nie można się łamać już w pierwszy dzień więc szybko się pozbierała i pojechaliśmy dalej. Podczas podróży uczestnicy obozu prowadzili fascynujące rozmowy na różne tematy. Około godziny 17.00, czyli po 10 godzinach podróży w końcu przyjechaliśmy. Wypakowaliśmy walizki, wywalczyliśmy swoje pokoje, zjedliśmy obiadokolacje i zaczęliśmy się ze sobą integrować – szczerze mówiąc poszło całkiem łatwo. Poszliśmy na męcząca wyprawę do żabki i zobaczyć morze. Będąc bardzo zmęczonymi oczywiście równo z godziną ciszy mocnej rozeszliśmy się do pokoji, nie siedzielismy u siebie ani minuty dłużej.

dzień 2 Dzisiejszy dzień można określić jako integracja obozowa, spędziliśmy go głównie na siedzeniu na plaży, rozmawiania ze sobą i graniu w różne gry. Graliśmy też w siatkówkę, myśle ze na spokojnie można porównać nas do reprezentacji polski, choć i tak przy nas są oni mocno średni. Byliśmy też na aleji gwiazd sportu i przejść się po mieście, dwójka uczestników probowała swoich sił na tzw. ,, bokserze ’’, po tym zjedliśmy lody i wróciliśmy do ośrodka dalej prowadząc ciekawe konwersacje.

dzień 3 Po wczoraj myśleliśmy że nedzie tak łatwo, ale jednak nie, Dzisiaj był pierwszy PRAWDZIWY dzien obozu, niestety pewni uczestnicy obozu byli dzisaj bardzo niewyspani ze wzgledu na niepokojące dzwieki i szczykanie zebami w nocy, ale to pominmy. Zaczelismy od porannego rozruchu, a ci ktorzy mieli powyzej 13 lat (z wyjątkiem jednego delikwenta który mógl dolaczyc do nas w ramach nagrody za dobre zachowanie) , dostali ten wspanaly przywilej i biegali z senseiwm arkiem, była to dla nas radosc nie do opisania i bardzo współczujemy tym, którzy nie mogli z nami pobiec. Po śniadaniu poszlismy na plaże i znowu graliwmy w gry sportowe. Na obiedzie wydarzył się mały incydent, jedna osoba była bardzo głodna i niestety nie starczylo jedzenia dla wsuztskich, jednak pan ze stołówki o ksywce antony, na szczęscie nas uratował. Po zjedzonym obiedzie kilku uczestników grało w niesamowicie ekscytującą gre, ktora widocznie wywolala u nich zbyt dużo emocji, za co później zaplacili jumpingiem i dwoma treningami. Gdy już mieliśmy czas wolny, trzem osobom odpalił się masterchef i na balkonie postanowili zrobić ciasto, które naprawdę nam smakowało. Historii na balkonie jest też więcej, jednak ten temat musimy przemilczeć.

dzień 4 Kryzys. Na porannym bieganiu czulismy doslownie kazdy mięsien i kazdą kość. Mimo tego cały dzień był bardzo fajny, wieczorem rozegralismy mecz z klubem tanecznym four step, czyli stepującą czwórką. Młodsza drużyna niestety nie podołała wyzwaniu, jednak starsza zdecydowanie się odegrała wygrywając łatwym 5 do 0. Wieczór spędziliśmy grając w rózne gry integracyjne z udziałem żelków i wody, ale takze poprosru rozmawiajac ze soba na wiele tematow.

dzień 5 Jak zwykle rano poranny rozruch, potem śniadanie. Udało nam się bardziej zaprzyjaźnić z Antonym, nawet przeszlismy juz na ,, ty ,,. Pierwszy trening spędziliśmy na plaży, gdzie kazdy w swoim gronie milo spędził czas, z jednej grupki momentami śmiali się przechodzący ludzie, jednak było warto dla zdjęc ktore wtedy powstały.

dzień 6 Dzisiejszy dzień bardzo nam sie podobal. Odbył sie trening w morzu, ktory byl naprawdę fajny, nie zwracajac uwagi na jeden incydent ze strojem, który mimo wsyztsko szczesliwe sie skonczył w jakimś podejrzanym magazynku. Dzisiaj był tez dzień zakopywania, jedna osoba poszła nawet o krok dalej, poniewaz postanowiła zakopać się cała ,ale to dosłownie cała, jednak nie przejmujmy się tym, on już porpsoru tak ma.

Dzień 7 JEDNOGŁOSNIE STWIERDZAMY ZE BYL TO NAJLEPSZY DZIEŃ. Dosłownie wszystko szło po naszej myśli. Rano fanka tutejszego jedzenia zdązyła zjesc swój upragniony od dni ser, każde zajęcia były naprawde ciekawe i się nie nudziliśmy. Jednak chyba ulubionym momentem wsuztskich była wieczorna dyskoteka, na ktorej z poczatku robilisny delikatną wioske, jednak pozniej super dziewczyny z tanców wziely nas do zabawy i bawilismy sie tak az do ostatniego momentu. Do tego dzisiaj również probowalismy strzelać z łuku

Dzień 8 W dniu dzisiejszym odbyl sie egzamin. Osoby ktore nie zdawały niestety musiały isc na spacer na miasto, bardzo zalujemy ze nie dostalismy mozliwosci pocwiczenia na egzaminie, ale przeżyjemy to. Egzamin wszyscy zdali pomyślnie, a w nagrodę poszliśmy do lunaparku, w którym wydaliśmy zdecydowanie za dużo pieniędzy, jednak było naprawdę warto. Elitarna grupa przeszła się nawet na miasto i zrobiła sobie ciekawą sesje zdjęciową.

Dzień 9 Dzisiaj byliśmy na parku linowym, kilka osób przełamało swoje lęki, a dla innych był to poprostu lekki trening. Było też ognisko, na którym momentami było gorąco, w sprawie zaginionych kluczy, jednak mimo tego bardzo nam się tam podobało. Dzisiejszy dzień był też kontynuacją historii na balkonie.

Dzień 10 Nadszedł bardzo wyczekiwany lub nie przez wszystkich dzień – dzień chrztu. Osoby przygotowujące go bez wątpienia swietnie się tam bawiły, jednak te przechodzące go, wcale nie narzekały ze było az tak zle. Jednemu uczestnikowi nawet bardzo się tam podobało i narzekał na zbyt lekkie potraktowanie – nie wnikajmy w preferencje. Drugi trening spędziliśmy na plaży morsując i próbując spać, tworząc dziwne konstrukcje z prześcieradła i ręczników, niestety się nie udało. Dziś czeka nas jeszcze sayonara, a jutro powrót:((.

Dzień 11 koniec obozu. czujemy rozpacz. obóz oceniamy smoczyskowa kapibara/10, czyli w języku normalnych ludzi nie mogło być lepiej. 🙁🙁

autor: Lena Kondej