Wspomnienia z obozu oczami karateczek

Za górami, za miastami w Dzierżoniowie wszyscy siedzieli w busach niecierpliwie czekając na wyjazd, lecz mieliśmy drobne (tak naprawdę duże, ale nie chcemy przesadzać) opóźnienie, bo pewien uczestnik obozu (eghem..Micha…yyyy RODO!!!) za bardzo zabalował poprzedniej nocy i musiał dojechać na własną rękę. Później zrobiło sie ciekawiej, bo Olek chciał zostać „psiapsi” Leny lecz zrezygnował gdy dowiedział sie, że będzie na niego warczeć i syczeć
Paulina i Olek przez całą drogę prowadzili ,,interesująca” konwersacje o pokemonach. Naszym planem było oswojenie pewnego uczestnika obozu o ksywie 2287 (wtajemniczeni wiedza), ale pewna uczestniczka obozu chciała go odurzyć razem z uczestnikiem sadystą Hubertem..zmieńmy temat.
WTOREK
Normalni uczestnicy obozu przywozili ubrania i potrzebne rzeczy, ale Hubert przywiózł łopatę (mówiliśmy ze jest niebezpiecznym sadystą – POTWÓR) mieliśmy wyprawę do biedronki.
Później wybraliśmy się na plażę i morsowaliśmy, najlepszymi morsami zostali bliźniacy Grzesiek i Alan – wielkie uznanie, we wtorek Kacper zgniótł rybę – pogrzeb nadal się nie odbył. Na dzisiaj starczy, bo sensei uwzględnił by nie jechać za mocno po chłopakach.
ŚRODA
Dzisiaj odbyliśmy wyczerpująca i satysfakcjonującą wyprawę rowerowa,  również kontynuowałyśmy nasza tradycje z przed roku czyli przesalanie ziemniaków.
CZWARTEK
W czwartek była brzydka pogoda więc nie poszliśmy na plażę, ale poszliśmy na promenadę i do biedronki. Dzisiaj przyszła grupa (Bardzo Upośledzony Turnus), która pragnęła sie integrować, a my wystawiliśmy sławnego Olka, który ma aż 16 subskrybentów.
PIĄTEK
Byliśmy na plaży i rzucaliśmy się na wielkie fale (pozdrawiamy Huberta który służył jako wyrzutnia). Mamy tak dobra pamięć ze piszemy to w sobotę, ale nie pamiętamy co było w piątek.
SOBOTA
Wybraliśmy sie na promenadę, dziewczyny postanowiły śledzić chłopaków, lecz były tak niezauważalne i trochę im nie wyszło. Udałyśmy sie do „Soprano” by skonsumować lody.
NIEDZIELA
W dniu dzisiejszym działo sie najwięcej. Cześć grupy odwiedziła z senseiem Marcinem kościół. Zapoznaliśmy się również z innym obozem, sesja zdjęciowa z Olkiem oczywiście się odbyła. Poszliśmy na wycieczkę do muzeum figur woskowych (my nadal wierzymy w to, że one mrugały, a Grzesiek rozmawiał z Putinem, ale sie nie dogadali) i na lody które postawił nam sensei. Paulina była pewna, że wygra 20 zł w automacie, ale skończyło sie na stratach -6 zł.
PONIEDZIALEK
Sensei zauważył ze pewien amator zupek chińskich, chciał je przemycić, lecz skończyło się dobrym uczynkiem dla bezdomnych (mianowicie wylądowała w koszu) sensei dodał, że toleruje tylko zupki japońskie. Alan z łuku trafił prawie w środek tarczy (to był dla nas wszystkich szok). Przez całą drogę do biedronki śpiewaliśmy piosenkę „spalony kotlet”
WTOREK
1 trening odbył się w deszczu (rytuały, które odprawiały dziewczyny jednak zadziałały -między innymi pokłony do deszczu). Dzisiaj na deser dostaliśmy truskawkowy jogurt, który miał aż 3 % truskawek (samo zdrowie).
ŚRODA
Wczoraj wyłanialiśmy zwycięzców turnieju łuczniczego. Hubert dostał załamania nerwowego gdy dowiedział się, że przegrał z Pauliną 2 punktami, ale kiedy zjadł darmowego gofra uspokoił się (chyba). Wczoraj również odbył sie egzamin, na którym każdy świetnie wypadł. Jeden z uczestników, bardzo cwaniakował poprzedniego dnia, lecz na egzaminie dostał za swoje od Pauliny.
CZWARTEK
Dzisiaj odbył sie chrzest, każdy kto nie brał  w nim udziału świetnie sie bawił patrząc jak inni sie męczą. Samuraje szli na skazanie po czym przeszli przez ścieżkę śmierci.

Obóz oceniamy 11/10 jeżeli ktoś się z nami nie zgadza, to niech sie schowa.
KONIEC OBOZU :((